Od stycznia tego roku nasi rządzący robią wielkie halo wokół obchodów 100. rocznicy I wojny światowej. Nie trzeba mówić, że imperialistyczne powody masowej rzezi są mniej wspominane. Zamiast tego, słyszymy lamentacje na temat mglistej „katastrofy stulecia”, uprzędzone razem w gęstej sieci nacjonalistycznych mitów. W żadnym razie nie chodzi tylko o historię polityczną. W międzyczasie nawet burżuazyjni komentatorzy zaczęli z zakłopotaniem wskazywać na paralele z obecnymi wstrząsami historii świata. W rzeczywistości wiele wskazuje, że międzynarodowy poker władzy naszych rządzących znów doświadcza fatalnej dynamiki. I wojna światowa była pierwszą globalną walką w imperialistycznym stadium kapitalizmu. Była to wojna niepodobna do poprzednich. Nie była to wojna o zwykłe uregulowanie granic państwowych. Była to wojna totalna, guerre à outrance, walka aż do śmierci pomiędzy rywalizującymi imperialistycznymi mocarstwami zdeterminowanymi do zniszczenia ekonomicznej jak i militarnej zdolności swoich rywali. Zaczęła się na fali narodowej euforii, podsyconej przez rywalizujące imperialistyczne potęgi, by skłonić robotników do walki za ojczyznę lub „króla i kraj”. Zapłaciło za to życiem 20 milionów ludzi. Zostało to przerwane dopiero przez robotnicze rewolucje w Rosji i Europie Środkowej. Chociaż międzynarodowa fala rewolucyjnych powstań zakończyła wojnę, niestety nie położyła kresu kapitalizmowi, którego bestialskie apetyty były dalekie od zaspokojenia. Stalinowska kontrrewolucja w Rosji, wzrost faszyzmu i światowy kryzys gospodarczy z 1929 były tylko krokami w procesie, który doprowadził w końcu do II wojny światowej z ponad 70 milionami ofiar. Trzeba o tym wszystkim pamiętać, patrząc na wydarzenia w Europie Wschodniej, a zwłaszcza na Ukrainie.
Kryzys i wojna
Mało kto pomylił się tak jak politolog Francis Fukuyama, który przewidywał „koniec historii” po upadku bloku wschodniego. Daleko od prowadzenia do nowej „epoki pokoju i rozwoju” (George Bush senior), wielobiegunowy porządek świata który nastał w 1989 roku doprowadził do ciągłego zaostrzania się imperialistycznych konfliktów i napięć. Na całym świecie ponownie przetasowano karty, i pojawiło się pragnienie wygrania miejsca w imperialistycznej strukturze władzy. Na tym tle, konflikt na Ukrainie jest ważnym momentem w długim łańcuchu wojowniczych konfrontacji (Kosowo, wojny w Zatoce, Afganistan, Syria itp.). Przejęcie Krymu przez Putina jest niewątpliwie odpowiedzią na zachodnie manewry mające na celu włączenie Ukrainy do ich bloku. W przypadku Ukrainy przechodzimy do rzeczy. Odgrywa ona kluczową rolę w planach zarówno Waszyngtona i Moskwy. Od lat Rosja wytrwale pracowała nad bliższym objęciem swoich dawnych państw satelickich poprzez umowy handlowe, jak i próbując stworzyć przestrzeń ekonomiczną ze swoją własną polityką bezpieczeństwa i wojskową w tak zwanej Unii Eurazjatyckiej. Głównie z powodu swojej geostrategicznej kontroli ważnych surowców i szlaków energetycznych, Rosja stałaby się groźną przeciwwagą dla USA i UE. Oczywiście, w obecnej konfrontacji, jest sporo lamentu wokół „integralności terytorialnej” i „narodowego samostanowienia”, lecz ciężko ukryć fakt że konflikt ukraiński jest głównie konkretną imperialistyczną walką o władzę, prowadzoną po obu stronach coraz bardziej desperackimi środkami. W imperialistycznej fazie kapitalizmu, każdy postulat „praw narodowych”, nieważne pod jakim pretekstem, jakim politycznym sztandarem i z jakim usprawiedliwieniem, jest siłą rzeczy częścią międzyimperialistycznej gry o władzę.
Jednak nie tylko w Europie imperialistyczne przeciwieństwa kolidują coraz bardziej nieustępliwie. Nie zapominając o agonii Afganistanu, Iraku, Syrii, Sudanu Południowego, Gazy, Mali czy Republiki Środkowoafrykańskiej, by wymienić te najbardziej oczywiste, najwścieklejszy wyścig zbrojeń od końca zimnej wojny wybuchł w Azji. Chiny zwiększyły wydatki zbrojeniowe ośmiokrotnie w ciągu ostatnich dwudziestu lat, lecz jej pacyficzni „sąsiedzi” próbują dotrzymać kroku. Wietnam, Filipiny, Singapur, Korea Południowa i Japonia ogromnie zwiększają wydatki na zbrojenia, podczas gdy Indie wyprzedziły Chiny jako największy importer broni, jak i największy konstruktor okrętów wojennych świata. USA, które muszą bronić swojego roszczenia do hegemonii jako militarne supermocarstwo przeciwko rosnącej liczbie rywali, wydały ogromne 640 miliardów dolarów na budżet obronny w samym 2013. Jednak nie powstrzymało to aspirującego supermocarstwa, Chin, przed wypruwaniem sobie żył by prześcignąć USA, szczególnie w regionie Pacyfiku. Wrogość okazywana w sporach o nawet najmniejsze terytoria, jak na przykład Wyspy Senkaku/Diaoyu, jest dowodem na ostrość międzyimperialistycznych konfrontacji w świecie, w którym permanentne zbrojenia i militaryzacja są istotnym warunkiem suwerenności państwa.
Przeciwko wszelkiej nacjonalistycznej ideologii!
Na froncie domowym, zaostrzona konkurencja światowa znajduje odbicie w coraz bardziej agresywnej nacjonalistycznej propagandzie i retoryce. Idea narodu zawsze była i pozostaje kluczową ideologiczną podporą burżuazyjnego panowania. Maskuje klasowy charakter systemu i przekonuje, że istniejące warunki są wyrazem wspólnych interesów ludu. W imię „narodowej konkurencyjności” propaguje się poświęcenie, dokonuje się cięć w opiece społecznej i przykręca śruby wyzysku, podczas gdy „bezpieczeństwo narodowe” służy legitymizacji aparatu nadzoru i represji, i zamykania niemile widzianych opozycjonistów. Często przywoływana obrona „narodowych wartości” czy „kultury narodowej” zawsze były łatwym sposobem wzmocnienia rasizmu i działań przeciwko każdemu, kto nie dostosowuje się do dominującej moralności seksualnej.
Reakcyjne ideologie zawsze karmią się społecznym rozkładem, atomizacją i rosnącym brakiem zabezpieczenia. Od Frontu Narodowego we Francji do partii Jobbik na Węgrzech, rasistowska prawica podnosi głowy, i szuka głosów z niebezpieczną miksturą rasizmu, antysemityzmu i społecznej demagogii w ręku. W Grecji, faszystowski „Złoty Świt” stał się zagrożeniem dla samego istnienia imigrantów i, dzięki swoim zwolennikom w policji i wojsku, uzyskał ważne stanowiska władzy w aparacie państwowym. Jednakże, faszyści nie stoją poza obecnie ustanowioną nacjonalistyczną strukturą władzy społeczeństwa burżuazyjnego. Są jej integralną częścią. Naziści nie są ucieleśnieniem protestu ani opozycji wobec panujących warunków lecz, wręcz przeciwnie, zaostrzają treść ideologii szerzonych codziennie przez naszych rządzących. Z tego powodu, nonsensem jest zwalczać nazistów w celu obrony demokracji. Pomysł obrony demokracji sprowadza się do akceptowania, szerzenia i ostatecznie poddania się mitowi państwa jako bytu neutralnego klasowo. Opór wobec faszyzmu musi być częścią wszechstronnej walki o obalenie wszelkich form burżuazyjnego panowania. Wymaga to jednak postrzegania warunków jako całości.
Kryzys i kompozycja klasowa
To już siedem lat odkąd bańka spekulacyjna pękła i rzuciła światową gospodarkę w wir recesji. Lecz, na przekór wszelkim prognozom i zaklęciom o nagłe ożywienie, kryzys tylko się pogorszył. Góra długów rośnie, niestabilność się zwiększa a spekulacja finansowa pędzi z pełną prędkością. Tymczasem można szczęśliwie postawić na następne pęknięcie bańki. Wszystko to sprowadza się do głębokiego strukturalnego kryzysu systemu, który rósł od dziesięcioleci (tak naprawdę od końca systemu z Bretton Woods w 1973). Kapitalizm znalazł się na końcu cyklu akumulacji, z którego, ostatecznie, może uciec przez masywną dewaluację kapitału. W początkach kapitalizmu, wystarczyłoby kilka upadłości i bankructw. Pomyślni kapitaliści wykupywali przegranych po okazyjnych cenach i system mógł wystartować znowu. Dzisiaj jednak, mimo restrukturyzacji z lat 80., masa kapitału na świecie jest tak wielka, że tylko masywna dewaluacja kapitału może znów podgrzać akumulację i wyprowadzić system z kryzysu. Taka dewaluacja wymagałaby tak ogromnej anihilacji kapitału, że można by jej dokonać tylko poprzez fizyczne zniszczenie w wojnie globalnej. Nawet jeśli polityczne i dyplomatyczne warunki dla takiej wojny jeszcze nie istnieją, zagrożenie jest zjadliwe i rośnie z każdym dniem. Od dziesięcioleci kapitał liczył na zrekompensowanie sobie spadającej stopy zysku poprzez wszechstronną restrukturyzację procesu produkcji (tzn. przez wprowadzenie mikroelektroniki) i masywnego zwiększenia stopy wyzysku. Prace przenoszone są do krajów o niskich płacach, gdzie ludzie harują w sweatshopach za głodowe wynagrodzenia, podczas gdy pracownicy w tradycyjnych centrach kapitalizmu zmuszeni są do przełknięcia cięć płac i pogarszających się warunków pracy. Na całym świecie ma miejsce bezlitosna konkurencja w obniżaniu płac z użyciem metod wyzysku przypominających te z XIX wieku. Okresowa praca na pełny etat z tak zwanymi umowami „na zero godzin” (które na przykład dotykają ponad milion ludzi w Wielkiej Brytanii, którzy muszą być do dyspozycji szefa o każdej godzinie do każdego rodzaju pracy), mini-prace i fałszywe samo zatrudnienie to tylko kilka przykładów kreatywności wykorzystanej do zniewolenia klasy pracowniczej przez kapitał. Klasa pracownicza wyraźnie poniosła stratę w swoim stopniu zorganizowania i jedności. Wielokrotne rozdrobnienie i linie podziału wraz z rozprzestrzenianiem się prekaryjnych warunków zatrudnienia stawiają wielkie wezwanie dla rozwoju zbiorowej obrony.
Autonomiczna walka klas!
Ale nie chodzi tylko o struktury. Przeciwnie, odrodzenie efektywnego oporu klasy pracowniczej polega na politycznym zrozumieniu celów i perspektyw walki. Będziemy w stanie stawić opór polityce zaciskania pasa tylko wtedy, jeśli zrozumiemy, że wszelki opór wobec ataków klasy pracowniczej na nasze warunki życia jest częścią naszej światowej walki. Wymaga to wyraźnego odrzucenia wszelkich nacjonalistycznych ideologii i każdej próby podporządkowania spraw naszej klasy jakiejkolwiek frakcji burżuazji. W tym samym czasie, konieczne jest zrozumieć, że nawet te zwycięstwa jakie osiągniemy będą jedynie tymczasowe. Staje się coraz bardziej jasne, że ludzkość ma przyszłość tylko jeśli jest zmiana w sposobie produkcji. Jedynym rozwiązaniem jest społeczeństwo, w którym pieniądz, wyzysk i zysk zostały wyeliminowane i w którym produkcja jest w harmonii z ludzkością i środowiskiem, społeczeństwo w którym produkcja jest dla zaspokojenia ludzkich potrzeb a nie dla zysku. Rozumiemy przez to komunizm! Taka społeczna alternatywa nie nabierze sama kształtu. Może o nią walczyć tylko ruch społeczny świadomie pozbywający się stosunków dominacji. Przed nami długa droga. Niemniej jednak, ci którzy zrozumieli potrzebę nowego społeczeństwa, muszą podjąć pierwsze kroki w celu zjednoczenia się jako komunistyczne mniejszości w międzynarodowej i internacjonalistycznej organizacji. Taka organizacja komunistyczna nie jest przyszłym rządem, lecz nieodzownym narzędziem nadającym walce o nowe społeczeństwo wyraźną polityczną perspektywę. Walkę tę trzeba będzie prowadzić wszędzie, gdzie klasa pracownicza rzuca wyzwanie kapitalizmowi. Lecz nie jest to kwestia zwalczania po prostu tego czy tamtego aspektu kapitalizmu, lecz przeciwnie, zwalczania systemu jako całości. Sprzeczności kapitalizmu nie znikną. Prowadzą do rosnącej nierówności, wyzysku, morderczych wojen i destrukcji środowiska. Nie będzie łatwo uwolnić planetę od tej zarazy. Lecz każdy, kto przyłącza się do walki o nową internacjonalistyczną organizację klasową zaprowadza nas krok bliżej do naszego celu: „zrzeszenia wolnych i równych”, w którym „swobodny rozwój każdej jednostki jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”.
O bezklasowe i bezpaństwowe społeczeństwo!
Pierwszomajowe oświadczenie Internacjonalistycznej Tendencji Komunistycznej, 2014 r.
